Myślę, ze każdy z nas pragnie lepiej poznać samego siebie, swoje emocje, wnętrze, zachowanie. Taką okazję dał młodym ludziom pan Hołuj. Aktor, ale również coach. Powstał pewien projekt emocjonalno-teatralny, ponieważ pan Grzegorz Hołuj, jak sam mówi, zauważył pewną niewidzialność ludzi. „I chcę mu powiedzieć cześć, a ten ktoś, a przecież jest w tych moich znajomych… udaje, ze mnie nie widzi. Zdarzyło mi się tak parę razy, nie wiem, czy to jest normalne, czy to jest jakaś tendencja, ale zdarzyło mi się to parę razy i to jest syndrom tych czasów, że jesteśmy tacy, dla siebie tacy otwarci, tacy przezroczyści, tacy na tacy”.
W emocjonalno-teatralnym projekcie Grzegorza Hołuja (chociaż sam ciągle podkreśla, że to bardziej projekt psychologiczny, nie teatralny, gdzie nie grają aktorzy, ale gdzie grają ludzie) „młodzież przede wszystkim zmagała się z poznaniem siebie”*. Tutaj pojawia się pytanie: czy w dzisiejszych czasach młody człowiek, jeszcze nie do końca dojrzały emocjonalnie i psychicznie, jest w stanie tak otworzyć się przed obcą publicznością… Takie pytanie zadałam jednemu z aktorów po przedstawieniu „Myślę, ze przeżycie teatralne to nie było żadne, bo ja jestem taki na co dzień (…) Myślę, że… już teraz mówiąc na serio… to jest takie odkrywanie siebie, to urzeka moją duszę, myślę, że to jest odkrywanie siebie pełna gębą (…) Bo tam gramy, ale tam grając, pokazujemy jacy jesteśmy naprawdę (…) ”**
Przedstawienie formą powracało do popularnych wcześniej form filmowych czy teatralnych, dlatego dla osób o większej wiedzy było momentami zbyt znane. Jednak każdy miał chwilę, która w stu procentach go urzekła. Trudno jest napisać tutaj coś bardziej osobistego ze względu na to, że nie tylko aktorzy, ale również widzowie, a na pewno ja sama, po zobaczeniu przedstawienia cali się trzęśliśmy… To były drgawki i dreszcze szoku, którego doznałam, widząc tak młodych ludzi, którzy potrafią podzielić się czymś tak przepięknym z innymi osobami! Z naszej szkoły przedstawienie to zobaczyła niewielka grupa uczniów klas trzecich… Myślę, że po prostu nikt nie spodziewał się, ze coś tak niezwykłego może kryć się pod niepozorną nazwą „Randka z Klasyką”. Czego się spodziewaliśmy?… Myślę, że każdy trochę czegoś innego. Sama poznałam typ podejścia do sztuki pana Grzegorza trochę wcześniej, ze względu na relacje z prób i zajęć przygotowawczych mojego znajomego, jednak, mimo że miałam ogólny zarys tego, czego za chwile miałam być świadkiem, przeżyłam naprawdę szok. Nie tyle spowodowany grą aktorska, bo nie o to w tym chodzi i nie to jest tu najważniejsze. Chodzi raczej o to, że oglądając młodych ludzi, którzy na scenie krzyczą, czasami za bardzo każdy (przynajmniej tak mi się wydaje) powraca myślami do rzeczy, nad którymi sam z chęcią by pokrzyczał, ponieważ to przedstawienie możemy traktować jako jedna wielka metaforę, jako rzecz, o której wszyscy chcemy mówić, krzyczeć, wręcz wydzierać się, by każdy na pewno nas usłyszał. Ci młodzi ludzie, gdy wykrzykują tekst pisany ręką Mickiewicza, moim zdaniem wcale nie myślą o obrzędzie, który miał miejsce w romantycznej Polsce, moim zdaniem myślą oni o swoich problemach, o rzeczach, na które są zbyt dorośli lub jeszcze za młodzi, o tym, że kochają, mimo że dorośli wciąż im powtarzają, że są za młodzi, by prawdziwie pokochać.
„Chcę, by ludzie szanowali siebie nawzajem. (…) Jak rodzice bija swoje dzieci, bo co?! Bo życie im nie wyszło?! Przecież tak niewiele, żeby być dobrym do cholery, nie?! (…) ludzie (…) upadlają innych, dlaczego zadają tyle bólu Dlaczego liczy się dla nich ja a nie my?! ”*** W tym fragmencie ukazano sedno przedstawienia, mimo że w tych krótkich dwóch scenach, które mogliśmy zobaczyć, nie padły te słowa, jestem przekonana, ze to właśnie o tych wszystkich sprawach myślą młodzi ludzie podczas krzyku na scenie, o swojej frustracji, zawiedzeniu, braku zrozumienia i akceptacji. To po prostu trzeba czuć. Myślę, że i tutaj mogę zamieścić fragment rozmowy z reżyserem – panem Hołujem: „Zadam ci takie pytanie: jak się zakochasz, to co robisz? No w jakiś sposób to przeżywam. No właśnie, dobrze to powiedziałaś.” I właśnie tak jest z tą sztuką – „no ją się po prostu przeżywa”. Każdy na swój niepowtarzalny sposób. I tutaj nasuwa mi się następna myśl: ta sztuka, zobaczenie tego przedstawienia, jest jak zakochanie się, ale (tak jak przy miłości) bardzo trudno o tym mówić, bardzo trudno spojrzeć obiektywnie na pewne fakty. Tak samo jak osoba, którą kochamy, ma pewne wady, ale mimo że je zauważamy, nie przeszkadzają nam one lub wręcz uważamy je za słodkie i urocze.
Występ zrobił naprawdę duże wrażenie na wszystkich uczniach naszej szkoły. Od razu po przedstawieniu padły pytania o grupy teatralne pana Grzegorza Hołuja i możliwość brania udziału w tego typu przedsięwzięciach. Myślę, że w tym roku szkolnym w naszym gimnazjum powstanie przedstawienie równie dobre jak te krótkie fragmenty, obejrzane przez nas w VIII LO. Nie wątpię, że również stworzymy coś fantastycznego, bo tak jak w projektach pana Grzegorza, nie chodzi o grę aktorską, lecz o uczucia, które my jesteśmy w stanie te ofiarować. Brak spójności w tym tekście powinien być jedynie dowodem na to, jak trudno podsumować coś tak wyjątkowego.
Weronika Młodzikowska Społeczne Gimnazjum „Dębinka”
*Fragment wypowiedzi Pana Hołuja po samym przedstawieniu.
**Fragment wypowiedzi jednego z aktorów – Tadeusza z VIII LO w Poznaniu.
***Fragment przedstawienia w reżyserii Grzegorza Chołuja w XXX LO w Poznaniu.